Końcówka wakacji 2016 r. Trwa kampania promocyjna płyty "Bastet" piosenkarki Joanny Klepko, która po nagraniu singla "My Słowianie" zaistniała w świadomości słuchaczy jako Cleo. Nagrany z raperem Donatanem utwór stał się przebojem, pojechał na Eurowizję i choć w europejskim konkursie piosenki nie przebił się do ścisłej czołówki, katapultował wokalistkę na wyżyny przemysłu muzycznego w Polsce. "Bastet" ukazało się dwa lata po potrójnie platynowym albumie "Hiper/Chimera", więc nagranie premierowych piosenek było ruchem ekonomicznie uzasadnionym i – biorąc pod uwagę rosnący elektorat Cleo, której oficjalny profil na Facebooku obecnie lubi ponad 1,2 mln użytkowników – społecznie pożądanym.

Równolegle z wydaniem nowego albumu artystka promowała otwarcie klubu na warszawskim Powiślu. Można było odnieść wrażenie, że świadoma sezonowej popularności chce ją szybko zdyskontować. "Klub jest podziękowaniem dla ludzi, dzięki którym powstała płyta «Bastet»". "Otwieram go z myślą o swoich koncertach i występach różnych gości". Tyle ogólników usłyszałem wtedy od Cleo. W mediach pojawiły się zdawkowe relacje z otwarcia lokalu, o którym nikt – poza paroma dziennikarzami – na Powiślu nie słyszał.

Co najbardziej zniechęca artystów do biznesu? Krzysztofa Skibę – groszowe zyski. Romuald Lipko narzeka na państwową biurokrację. Zgadza się z nim Piotr Rubik

Minęły dwa lata. Dzwonię do osoby z otoczenia piosenkarki i pytam, co z tym klubem. Dowiaduję się, że istniał tylko teoretycznie – na potrzeby promocyjne płyty "Bastet". Cała opowieść o biznesie wokalistki to podręcznikowy humbug z kursów dla przyszłych specjalistów ds. marketingu i reklamy.