Wersja wideo:

Trwa ładowanie wpisu

Wersja audio:

Trwa ładowanie wpisu

Reklama

W tej chwili jest odwrót od takiej miary sukcesu, jakim był album. Setki lat temu powstawały koncerty czy utwory, niekoniecznie albumy. Albumy powstały ze względu na nośniki. Płyta winylowa, kompaktowa, kaseta mieściła daną liczbę minut i dlatego były albumy. W tej chwili żyjemy w czasach streamingu. Piosenka jest właściwie nośnikiem sukcesu artysty. Co zapewne jest i dobre, i złe. W zależności od tego, jak artysta podchodzi do nagrywania swojego repertuaru. Istnieje coś takiego jak życie właśnie tiktokowe utworów. Co więcej, są już artyści, którzy nagrywają bardzo krótkie wersje swoich piosenek od minuty do dwóch. Jeżeli w ciągu 15,30 sekund kogoś nie zainteresują utworem, to on przepada. Czyli wszystkie ręce na pokład, są od razu na samym początku. Wszystkie charakterystyczne elementy czy jakiś rodzaj smaczku brzmienia już powinien być na początku utworu – mówi Stanisław Trzciński.

Oprócz generycznej sztucznej inteligencji są algorytmy, które nam coś proponują z jakichś powodów, ale przede wszystkim zbierają o nas dane. Zbieranie danych dotyczy w tej chwili nie tylko marek i nie tylko dużych firm. To zbieranie danych dotyczy systemów biletowych, dotyczy menedżerów artystów, dotyczy wytwórni fonograficznych, właściwie dotyczy większości podmiotów na rynku. To są takie duże biznesowe, kapitalistyczne opowieści, o czym tu mówimy, ale przejdźmy na poziom na przykład jazzowego trio z Polski, które ma to szczęście, że gra również w Europie. Oni dzięki big data wiedzą, w których miastach w Europie są słuchani. Są w stanie pokazać to organizatorowi lokalnemu i się z nim porozumieć co do koncertu. Wiedzą, gdzie są ich słuchacze – dodaje Trzciński.

Stanisław Trzciński "Zarażeni dźwiękiem. Rynek muzyczny w czasach sztucznej inteligencji" / Media