Od 25 lat South by Southwest (SXSW) odbywa się w Austin w Teksasie. To nie tylko ważne wydarzenie muzyczne, ale także festiwal filmowy oraz cały zestaw paneli, dyskusji i konferencji poświęconych rozwojowi rynku kulturalnego na świecie. Z polskiej perspektywy niewątpliwym wydarzeniem był udział w tegorocznej edycji SXSW rodzimych wykonawców: Julii Marcell oraz grup Pustki i L.Stadt.

Polacy na scenę!

Występy u boku gwiazd światowego rocka i popu są dla polskich zespołów niepowtarzalną okazją do zaistnienia na zachodniej scenie. Doświadczył tego choćby najpopularniejszy obecnie na Zachodzie polski zespół Behemoth, który przed premierą swojego ostatniego albumu objechał Stany Zjednoczone, grając na jednej scenie z niekwestionowanymi gwiazdami metalu. Występ Polaków na SXSW jest olbrzymim sukcesem.

"Tam głównym kryterium jest muzyka. Są gwiazdy, które przyciągają publiczność, ale pojawia się wiele grup europejskich, które poza internetem, stronami typu MySpace nie docierają do tamtejszej publiczności" – mówił w jednym z wywiadów lider Pustek Radek Łukasiewicz. I właśnie internet jest jedynym – poza koncertami – sposobem dotarcia do zachodniej publiczności. A takim formom promocji była przede wszystkim poświęcona odbywająca się w ramach SXSW wielka międzynarodowa konferencja na temat przyszłości rynku muzycznego. A wbrew pozorom perspektywy jego rozwoju są więcej niż korzystne.

Facebook czy MySpace?

Czy koniec wielkich wytwórni jest bliski? Czy pliki mp3 wyprą wkrótce fizyczne nośniki? Czy biznes zabije kreatywność artystów? To główne problemy, jakimi zajmowali się zaproszeni menedżerowie, promotorzy, dystrybutorzy, specjaliści od marketingu, publishingu, a przede wszystkim muzycy.

I niezależnie od wielu punktów spornych prawie wszyscy byli zgodni co do tego, że obecny rozwój technologii cyfrowej oraz internetu, postępujący proces globalizacji i powszechny konsumpcjonizm nie prowadzą do chaosu czy kryzysu w kulturze i biznesie, tylko otwierają ważny etap na drodze do rozwoju.

"Nie jestem związana z dużą wytwórnią, jestem tylko ja i nowe media" – mówiła Suzanne Vega podczas dyskusji "Cyfrowy kopniak w tyłek". "Używam raczej Facebooka niż MySpace’a, bo jest prostszy w obsłudze i popularniejszy. Twitter służy mi do wysyłania krótkich informacji o mnie, strona internetowa do aktualizowania danych o koncertach i płytach, a blog do dłuższych tekstów. Myślę, że to powinny być dzisiaj podstawowe narzędzia w rękach artysty.

Podczas paneli dyskusyjnych zarysowały się dwa wątki: jak zmienia się rynek muzyczny i jak powinni zachować się artyści. Uczestnicy debaty "Pięć scenariuszy dla przemysłu muzycznego" obalili mit dotyczący upadku koncernów płytowych. "Wciąż budują one artystom strukturę do funkcjonowania na rynku, zajmują się produkcją płyt, dystrybucją i marketingiem. Nikt nie jest w stanie tego wszystkiego zrobić samemu: dotrzeć do rozgłośni, wykupić reklamy, dostarczyć towaru" – tłumaczył Dave Haynes, który prowadzi popularny serwis mp3 SoundCloud. "Co prawda, każdy może funkcjonować w swojej niszy, wydawać samemu albo w mniejszych wytwórniach, ale duży sukces wiąże się zawsze z dużymi pieniędzmi, które trzeba najpierw wyłożyć, oraz wymaga pomocy fachowców.

Czytaj dalej >>>


Natomiast odnosząc się bezpośrednio do własnej działalności, podkreślił, że o ile na płyty winylowe zawsze będzie popyt wśród kolekcjonerów, o tyle ważniejszy niż posiadanie muzyki będzie w przyszłości dostęp do niej. Dlatego wraz ze spadkiem sprzedaży kompaktów rozwijają się takie serwisy jak We7 w Anglii czy Rhapsody w Ameryce, które pozwalają na streaming muzyki za darmo albo za comiesięczną opłatą.

Szczoteczka Hannah Montana

Zmniejszenie dochodów ze sprzedaży płyt kompaktowych wytwórnie starają się nadrobić głównie zyskami z publishingu. Od czterech lat coraz bardziej powszechne są tzw. umowy 360, inaczej nazywane umowami wielokrotnych praw. W praktyce sprowadzają się one do tego, że zespół czy artysta staje się marką, która przynosi zysk z innych towarów niż płyty. Wydawca ma swój procent z rozprowadzania gadżetów z logo i wizerunkiem artysty, sprzedaży utworów do reklam, filmów, gier, dzwonków telefonicznych, a nawet z tras koncertowych.

"Wytwórnie są dzisiaj raczej partnerami biznesowymi dla zespołów. Kiedy ponoszą koszta, to chcą być pewne, że mogą liczyć na długoterminowy zysk oraz dzielenie wszystkich dochodów. Te możliwości na czerpanie pieniędzy z różnych źródeł są coraz szersze" – tłumaczył Michael Eames z PEN Music, który podpisał wzorcową umowę z grupą Paramore.

Z jednej strony uczestnicy panelu "This Note’s For You" podawali przykłady kampanii wizerunkowych takich marek jak Nike czy Gap, oddzielny wykład był poświęcony fenomenowi ścieżki dźwiękowej do "Zmierzchu", często też przypominano gry komputerowe "Guitar Hero" czy "Rock Band". Z drugiej – Jeffrey Brabec, autor książki "Music, Money and Success", wypominał producentom szczoteczki do zębów grające utwory Miley Cyrus, wcielającej się w koszmarną gwiazdkę młodzieżowego rocka Hannah Montana.

Wolność dla artystów

Gdzie w tej sytuacji jest miejsce na kreatywność i niezależność artysty, skoro wytwórnie liczą tylko na szybki zysk i nie mogą sobie pozwolić na niepewne komercyjnie przedsięwzięcia? Może wybrać mniejszego wydawcę, który odda mu większe prawa do muzyki i będzie chroniła jego interesy. Taką decyzję podjęli członkowie Radiohead, przechodząc z EMI do niezależnego XL Recordings. Może też zatrudnić dobrego menedżera i współpracować z firmę publishingową, która pomoże mu sprzedawać licencję na dzieła, ale z uszanowaniem ich wartości. W ten sposób konsekwentnie pozycję zbudowały zespoły z wytwórni Merge: Arcade Fire i Spoon. Wreszcie może się zdać na internet i wsparcie fanów, jak Trent Reznor z Nine Inch Nails.

"To dzisiaj idealny ekosystem dla każdej działalności, która wymaga interakcji i partycypacji ludzi oraz tworzy przestrzeń wolnej kultury" – tłumaczył Zack Zalon z serwisu Hello Music. "Czasem dobra darmowa akcja promocyjna na Twitterze czy Facebooku docierania do słuchaczy bezpośrednio jest bardziej skuteczne niż wykupywanie billboardów."

Neil Gaiman poleca

Jedną z artystek, która opowiadała o skuteczności portali społecznościowych, była wiolonczelistka Zoe Keating. Udało jej się zgromadzić kilka tysięcy słuchaczy na świecie tylko dlatego, że na swoim profilu wychwalał ją popularny pisarz i scenarzysta komiksowy Neil Gaiman. Później sama utrzymywała bezpośredni kontakt z fanami, oferując za darmo utwory, zaproszenia na koncerty czy sprzedając im wydawnictwa. Uczestnicy dyskusji nie mieli wątpliwości, że tego typu pracą u podstaw muzycy powracają do korzeni, gdzie najważniejsze są szczerość i zaangażowanie artysty. Jeśli chce, żeby słuchacz przyszedł na jego koncert, zapłacił za bilet i płytę, to musi go sam do tego przekonać. To także wskazówka dla polskich wykonawców, którzy chcieliby – jak Pustki, Julia Marcell czy Behemoth – zaistnieć na innym niż rodzimy rynku.