Współautorem sześciu kompozycji na piątej płycie Brytyjki jest Dave Stewart, który jest też współproducentem "LP1". Z byłym muzykiem Eurythmics Joss łączy też miejsce nagrania albumu. "LP1" powstała w Nashville, podobnie jak ostatni solowy album Stewarta. W przeciwieństwie do płyty Dave’a u Joss nie rządzi jednak blues i country. Na pierwszym miejscu jest soul. Stone w numerach "Drive All Night" i "Karma" pokazuje, że potrafi znakomicie wibrować głosem, podnosząc go z niskiego pomruku do wrzasku z chrypką. Momentami przypomina Adele ("Landlord") albo Tinę Turner ("Cry Myself To Sleep"). Niestety na "LP1" Joss nie uciekła od banalnego poprockowego plumkania. W "Somehow" więcej jest wzdychania Brytyjki i bezproduktywnego darcia się niż dobrego głosu.

Dwa lata temu w wywiadzie dla "Kultury" Joss powiedziała: "Wielu młodych muzyków jest niedokładnych, przeciętnych technicznie i leniwych. Wydaje im się, że wszystko można poprawić w studio na etapie postprodukcji. Wokaliści śpiewają raz refren i sądzą, że słuchacze nie zauważą, że ten sam refren jest kopiowany kilka razy w komputerze. To dlatego większość muzyki tworzonej przez młodych ludzi jest pozbawiona duszy – wykoncypowana i zmanipulowana". Joss na pewno nie można zarzucić, że jest niedokładna, przeciętna technicznie, leniwa czy poprawia się w studio. Wydaje się jednak, że trochę zabrakło jej duszy, o której sama wspomina. "LP1" to dobra płyta, ale brakuje w niej kropki nad i. Są smyczki, fortepian, chórek, popisy wokalne.

Może jednak z powodu Super Heavy Joss nie miała wystarczającą dużo czasu, by dodać materiałowi smaczku, który powodowałby, że po przesłuchaniu chcemy włączyć płytę jeszcze raz. Kiedy już zaczyna śpiewać niemal rockowo, przechodzi w country’owy banał. Kiedy dochodzi do czarowania elementami gospel, szybko wycofuje się z tego na rzecz smooth soulu. Na "LP1" brakuje konsekwencji i czaru, jakim zachwyciła na debiutanckim "The Soul Sessions". Mimo tych niedociągnięć nowa płyta Joss może się obronić. Jeżeli nie oczekujemy rażącego muzycznego wulkanu, a wystarczy nam porcja solidnego kobiecego śpiewania.

JOSS STONE | LP1 | Stone’d Records/ Dream Music