– To żadna praca, tak to się właśnie robi/ Granie na gitarze w MTV/ Pieniądze za nic, laski za darmo – śpiewał Mark Knopfler w piosence "Money For Nothing", nagranej w 1985 roku wspólnie z Dire Straits i Stingiem. Album "Brothers in Arms", z którego pochodzi ten numer, stał się przełomowym dziełem dla Dire Straits i samego Knopflera. Właściwie od tego momentu mógł robić to, o czym śpiewał: wylegiwać się i liczyć pieniądze z tantiem. Nie zrobił tego jednak.

Jeszcze dziesięć lat grał z Dire Straits. Nagrywał też muzykę dla filmów (m.in. "Fakty i akty") i albumy solowe. Właśnie ukazała się jego siódma płyta "Privateering" ("piractwo", "korsarstwo"). Zbiera na niej wszystkie swoje dotychczasowe doświadczenia muzyczne i podaje w 20 numerach na dwóch płytach. Nie zaskakuje, nie sili się więc na pozyskanie nowych słuchaczy, ale czy ktoś, kto sprzedał ponad 130 milionów płyt, musi jeszcze się tym przejmować?

Najwięcej na "Privateering" słychać country, co może dziwić jedynie tych, których znajomość pochodzącego z Glasgow Knopflera nie wychodzi poza "Brothers in Arms". Mark zawsze podkreślał, że jest zafascynowany tym gatunkiem. Już w 1990 roku z formacją Notting Hillbillies nagrał album pełen country’owo-knajpianych numerów. Był też wspólny krążek z Chetem Atkinsem z Tennessee i płyta poświęcona gigantowi gatunku Hankowi Williamsowi. Numery Dire Straits też były przecież pełne motywów rodem z Nashville.

"Privateering" otwiera kawałkiem "Redbud Tree" – country balladką z charakterystyczną gitarą Marka. Niespecjalnie wymyślnymi, rytmicznymi solówkami (trzeba pamiętać, że choć leworęczny gra na gitarze prawą ręką) okrasza swoim ciepłym, startym głosem. Szybko, bo już w trzecim numerze "Don'T Forget Your Hat", Mark pokazuje bluesową duszę. Też nie po raz pierwszy. Wystarczy wspomnieć, że 20 lat temu pojawił się na płycie "Damn Right, I've Got the Blues" legendy gatunku, samego Buddy'ego Guya.

Na "Privateering" nie brakuje też bardziej rockowych numerów ("Corned Beef City") w stylu Dire Straits, doskonale pasujących do długiej jazdy samochodem. Wreszcie znalazły się tu folkowe, bezpretensjonalne balladki – "Seattle". One z kolei przywołują kolaborację Knopflera z songwriterką Emmylou Harris sprzed sześciu lat. Mark Knopfler próbuje na solowej płycie być też mroczny jak Tom Waits w pełnym harmonijkowych solówek "Bluebird".

Warto przywołać kilku muzycznych gości na "Privateering", bo lista jest zacna. Kilkunastoletni współpracownik Neila Diamonda, gitarzysta i producent Richard Bennett. Członek Dire Straits i Roxy Music – Guy Fletcher. Wokalistka The Wailin' Jennys Ruth Moody. Współpracujący z wieloma gwiazdami różnych gatunków (nawet z Megadeth) country multiinstrumentalista Paul V. Franklin. Na dokładkę trębacz Chris Botti.

Również dzięki gościom pojedyncze numery na "Privateering" robią dobre wrażenie. Wydaje się jednak, że całość jest przeładowana smutasami. Gdyby Mark Knopfler skrócił płytę do jednego krążka, byłoby to bardziej wciągające.

MARK KNOPFLER | Privateering | Universal Music