"Wreszcie odkryłam, jaka tak naprawdę chcę być" – śpiewa w piosence "Flipside" na swojej nowej płycie Norah Jones. To odkrycie muzycznie zaprowadziło ją do początków kariery, delikatnych jazzowych tematów, które pisała na pianinie. Smoothjazzowym klimatem z naleciałościami folku, bluesa, country wypełniła debiutancki krążek "Come Away with Me" z 2002 roku. Norah Jones dostała za niego osiem nagród Grammy, na świecie kupiło go ponad 25 milionów fanów. Później na swoich płytach i krążkach innych artystów skręcała w rockową stronę, country, pop, a pianino porzucała coraz częściej na rzecz gitary. Współpracowała m.in. z Willie Nelsonem, Mike’em Pattonem, Outkast, Foo Fighters, Danger Mousem, Belle & Sebastian. Dziś jest szczęśliwą mężatką i matką. Jak sama mówi: "Zupełnie zmienił się mój muzyczny sposób funkcjonowania, nie przesiaduję w studiu do białego rana, jammując i popijając wino. Teraz urządzam sesje twórcze wieczorem na pianinie w kuchni, kiedy już dzieci pójdą spać. Przeszłam z trybu nocnego na dzienny". To przyczyniło się do faktu, że na szóstym solowym krążku córka Ravi Shankara skierowała się w stronę jazzu najmocniej i najciekawiej od dobrych kilku lat.

Pomogli jej w tym wybitni goście, mistrzowie gatunku. Wayne Shorter grający przed laty z Milesem Davisem. Perkusista Brian Blade grający na debiucie Norah Jones. Legenda organów Hammonda, Lonnie Smith, który swoją pierwszą płytę wydał 50 lat temu. Do tego chociażby kontrabasista John Patitucci, wiolonczelista Dave Eggar czy wokalistki Catherine Popper oraz Sasha Dobson. Wraz z ciepłym wokalem Norah stworzyli wiązankę łączącą jazz zahaczający o smooth z jego mrocznymi odmianami. Znalazło się tu dziewięć autorskich kompozycji Jones oraz trzy covery. Doskonałe jest "Peace" napisane przez Horace’a Silvera pod koniec lat 50. Norah wykonywała już ten numer w początkach kariery. Tutaj, w świetnej spowolnionej wersji towarzyszą jej Blade, Patitucci oraz Shorter z genialną solówką na saksofonie. Obok tego jest rozbudowane "Don’t Be Denied" z repertuaru Neila Younga z lat 70. oraz "Fleurette Africaine" Duke’a Ellingtona. Wersja kompozycji Ellingtona, nagranej przez niego w 1963 roku wraz Charlesem Mingusem i Maxem Roachem, to jeden z najciekawszych momentów na płycie. Mrucząca Norah przy pianinie, doskonałe partie Shortera i Patitucciego w mroczny znakomity sposób kończą "Day Breaks".

W autorskich kompozycjach Norah nie waha się poruszać politycznych tematów, śpiewa m.in. o wolności wyboru i zbrojnych konfliktach. Nie jest to w jej twórczości niczym nowym. Niemal dziesięć lat temu śpiewała o tym, jak zaskakują ją czasami decyzje wyborców amerykańskich, nie ukrywając swojej antypatii do George’a Busha. Przy okazji wywiadów promocyjnych "Day Breaks" z dezaprobatą, mówiąc delikatnie, wypowiada się o Donaldzie Trumpie. Muzycznie we własnych kompozycjach ociera się o smooth jazz ("Carry On"), ale to nie ta twarz Norah Jones jest najciekawsza. Poza coverami artystka świetnie prezentuje się w swoich numerach opartych na niepokojącym brzmieniu. Wtedy, kiedy swój ciepły wokal obniża, dokładając do tego dźwięki klawiszy Hammonda albo kontrabasu, jak w otwierającym krążek "Burn". Doskonałe jest też "It’s a Wonderful Time for Love", rytmiczna ballada w starym stylu zagrana jakby wykonywał ją zespół w wypełnionym dymem jazzowym klubie sprzed kilku dekad. W takim anturażu Norah Jones sprawdza się znakomicie.

Norah Jones - "Day Breaks"; Blue Note