"Z niektórymi dziennikarzami rozmawiałem w ostatnich latach po pięć, sześć, siedem razy - wyjaśnia Wilson. - Dzięki temu ich pytania są ciekawsze, wychodzą poza zestaw podstawowy. Wywiad zmienia się w dialog i pomiędzy dwoma osobami rodzi się pewna ciekawa więź. Zaczynasz poznawać dziennikarza, masz do czynienia z konwersacją, a nie ze standardowym modelem >pytanie-odpowiedź<".

Reklama

Mimo rozmowności i chętnego opowiadania przedstawicielom prasy o twórczości, Wilson zaliczył i takie rozmowy, o których chciałby jak najszybciej zapomnieć.

"Udzieliłem kilku koszmarnych wywiadów przez telefon - wyznał szczerze Brytyjczyk. - Być może dziennikarze nie znali zbyt dobrze angielskiego, ale rozmowa wyglądała następująco: >Stevenie Wilsonie, powiedz prosie nam znaczenie twojego nowego albumu mu-zi-czne-go<. Udzielam więc bardzo długiej odpowiedzi, bo wszystkie moje odpowiedzi są bardzo długie, po czym po drugiej stronie słuchawki zalega długa cisza. A po kilku chwilach słyszę: >Pitanie numer dwie<. Żadnej interakcji - złości się wokalista Porcupine Tree - jakby pytania czytała maszyna".

Ale nie taka forma rozmowy wprawia go w stan największego zdenerwowania.

"A jeszcze gorsze są wywiady przez e-mail - opowiada. - Odmawiam ich udzielania, bo nie ma w nich żadnych szans na dialog. W rozmowie telefonicznej dziennikarz ma przynajmniej szansę wypowiedzenia komentarza lub poproszenia o wyjaśnienie".