Przepis niemieckiej wirtuozki Isabelle Faust na sukces jest zaskakująco prosty: grać to, co chciałby usłyszeć kompozytor. "Jeśli chodzi o żyjących twórców: wystarczy zapytać - deklaruje z rozbrajającą szczerością artystka. - Sprawa staje się trudniejsza w przypadku mistrzów historycznych. Wtedy trzeba trochę poszperać...".



Od klasyki do awangardy

Pozornie naiwne podejście do problemu interpretacji okazuje się wyjątkowo skuteczne, skoro o względy niespełna czterdziestoletniej Faust zabiegają dziś najwybitniejsi współcześni kompozytorzy: niemiecki eksperymentator Joerg Widmann (w jego etiudzie musiała jednocześnie grać i śpiewać), szwajcarski neomodernista Michel Jarrell czy amerykański populista Richard Danielpour. "Warszawsko-jesienni" koneserzy znają też dobrze jej wyśmienite wykonania muzyki Messiaena, Ligetiego, Feldmana oraz innych XX-wiecznych klasyków.

Choć Faust czuje się w hermetycznych kręgach awangardy jak ryba w wodzie, ani jej w głowie stać się ich zakładnikiem. "Nie rozumiem współczesnej tendencji do specjalizacji - wyjaśnia. - Oczywiście rynek lubi przypinać muzykom łatki: skrzypka barokowego, romantycznego albo współczesnego. Rzecz w tym, że absolutnie nie służy to ich artystycznemu rozwojowi. Przecież im więcej różnorodnego repertuaru wykonuję, tym lepiej poznaję możliwości swojego instrumentu oraz tajemnice własnej wrażliwości muzycznej".

I być nie być gołosłowną, artystka rozwija jednocześnie karierę solistki w romantycznych koncertach wirtuozowskich (znakomite interpretacje Beethovena i Dworzaka) oraz wytrawnej kameralistki badającej historyczne style wykonawcze i brzmienia dawnych instrumentów.


Beethoven jak żywy

Do ostatniego nurtu należą wielbione przez światową krytykę interpretacje sonat skrzypcowych Beethovena, które Faust nagrała w tym roku wraz z rosyjskim pianistą Aleksandrem Melnikowem (polska publiczność zna stałego współpracownika skrzypaczki z ciepło przyjętych występów na festiwalu "Chopin i jego Europa"). Duet indywidualistów rozpoczął pracę nad cyklem od... wyrzucenia do kosza wszystkich oficjalnie opublikowanych edycji. Miast tego muzycy podjęli mrówczy trud rozszyfrowywania ocalonych Beethovenowskich rękopisów, studiowania korespondencji kompozytora i stylu całej jego kameralistyki oraz symfoniki. Wyszedł z tego wiarygodny i dynamiczny, a przy tym niezwykle świeży portret wiedeńskiego klasyka.

Interpretacje Faust i Melnikowa nie mają w sobie bowiem krztyny historycznego dogmatyzmu ani manieryzmu. "Nawet najbardziej wnikliwe studia pozostawiają wiele znaków zapytania i wątpliwości - wyjaśnia skrzypaczka. - Jeśli interpretator odpowie na nie w sposób prawdziwie oryginalny i poruszający, słuchacze przeżyją ograne utwory tak samo jak XVIII-wieczna publiczność na ich premierze".

Artystka przyznaje, że kilkakrotnie nagrodzona została takim wyjątkowym komplementem przez wzruszonych odbiorców i były to najpiękniejsze momenty w jej całej karierze.




Germańska precyzja

Wcześniejsze opusy Beethovena w wizji Faust i Melnikowa odznaczają się iście germańską precyzją kontrapunktyczną oraz dopieszczeniem konwencjonalnej formy. Ale już słynna sonata "Kreutzerowska" nacechowana jest kolorystycznym bogactwem i emocjonalną wieloznacznością rodem z - uwielbianego przez skrzypaczkę - francuskiego modernizmu.

Ta miłość zrodziła się po przeprowadzce niemieckiej wirtuozki do Paryża. Miłość tyleż żarliwa, ile niepokorna, bowiem Faust szybko postanowiła dać Francuzom lekcję z historii... muzyki francuskiej. Wbrew przestrogom znawców wyciągnęła z lamusa i nagrała koncert Andre Joliveta. Płyta okrzyknięta została rewelacją, a zapomniane arcydzieło powróciło do filharmonicznego kanonu. Fenomen Faust zawiera się właśnie w unikalnym połączeniu pokory (wobec kompozytorów) oraz pewności siebie (a raczej niezłomnej wiary we własną muzykalność).

Ta paradoksalna mieszanka zapowiada niezwykłe wieczory w warszawskiej Filharmonii Narodowej.



Isabelle Faust, Aleksander Melnikow
7 - 9.12, Filharmonia Narodowa, Warszawa