Na swoim profilu MySpace w rubryce gatunek zespół Blindead wpisał: "Inna". To najlepsze określenie trzeciego długogrającego albumu trójmiejskiej kapeli – tak jak na "Affliction XXIX II MXMVI" nie gra w Polsce jeszcze nikt. Nowy materiał Blindead pokazuje, że w mrocznym, metalowym graniu pozostały jeszcze nieotwarte furtki. To wciągający, przemyślany koncept album. Spójny pod każdym względem: muzyki, tekstów, graficznej oprawy płyty i koncertów.

Oczywiście można wskazać pewne inspiracje: transowy mrok Neurosis (przed którymi Blindead występowali w Warszawie), niepokojący klimat Toola, postmetalowa ściana dźwięku w stylu Cult of Luna (też dzielili z nimi scenę) i melodyjna melancholia Katatonii. Można się nawet doszukać dźwięków, które nie gryzłyby się z materiałem granym przez Anathemę czy Nine Inch Nails. To jednak porównania na siłę, bo od początku płyty słychać, że Blindead nie chcieli nagrać niczego, co brzmiałoby "jak".


"Affliction XXIX II MXMVI" opowiada o odrzuconej przez rodziców autystycznej dziewczynce, która ucieka w świat marzeń. Od momentu poczęcia, przez rozczarowanie rodziców i całkowite odrzucenie, po tragiczną śmierć. Słowa ściśle współgrają tu z muzyką. Kiedy wokalista wykrzykuje "Wykrwawiam się/zamknięta w swojej świadomości" (w oryginale wszystkie utwory zostały zaśpiewane po angielsku), perkusja brzmi jak dźwięk rąk skazańców próbujących wydostać się z lochu. Wypowiadanym spokojnie słowom "Nic nie czuję/Mam wrażenie, że nie oddycham" towarzyszy dusząca elektronika i ciągnące się wysokie dźwięki gitary.

Utwory są rozbudowane – żaden nie trwa krócej niż pięć minut. "Affliction..." poraża bogactwem: ciężkie metalowe riffy sąsiadują z kontrabasem i trąbką, nie brakuje klawiszy i sampli. Co przy tym ważne, zespół nie dał się ponieść samouwielbieniu. Dysponujący jednym z najciekawszych w Polsce ostrych, lekko zachrypniętych wokali Patryk Zwoliński w żadnym numerze nie wybija się ponad instrumenty, a gitarzyści nie męczą solówkami. W efekcie liczba pomysłów aranżacyjnych na tej płycie na szczęście przekłada się też na ich jakość.


Z rwaną i zmieniającą tempa muzyką oraz tekstami pełnymi lęku, bólu i strachu współgrają dołączone znakomite opowiadanie Piotra Kofty (na co dzień redaktora działu literackiego "Kultury"), szata graficzna wydawnictwa oraz mroczne wizualizacje, które będą towarzyszyć kapeli podczas ich koncertów. Zresztą wkrótce będziemy mogli je podziwiać na koncercie w warszawskim Palladium – 18 grudnia Blindead wystąpi tam u boku eksperymentatora Fennesza oraz industrialno-ambientowego Ulvera.

Minusem płyty jest paradoksalnie to, co jest równocześnie jej największym atutem. Właśnie ta inność i spójność. Nie ma tu singlowych przebojów z łatwymi do zapamiętania melodiami, a oderwane od siebie numery nie robią takiego wrażenia jak całość. Z tych powodów bez trudu można przewidzieć, że muzyka Blindead nie zagości w stacjach radiowych ani telewizji. Gdy w słuchawkach słychać Blindead, robi się gęsto i ciężko, jakby ktoś wciskał nas w ziemię.

Trójmiejski zespół ma jednak wierne grono swoich fanów, świadczyć może o tym ponad 220 tysięcy odsłon profilu zespołu na MySpace i kilkadziesiąt komentarzy (pozytywnych) na Facebooku w dzień po wrzuceniu tam jednego z numerów z ostatniej płyty. Ale nie tylko oni będą albumem "Affliction XIX II MXMVI" zachwyceni.

BLINDEAD | Affliction XXIX II MXMVI | Mystic | 5 gwiazdek