Max Cavalera: Metalem walnąć po głowie
W przerwie występów z Soulfly Max Cavalera nagrał z bratem drugą płytę jako Cavalera Conspiracy. Najmocniejszą w karierze.
- Nowa płyta spod znaku Sepultury już w 2011
- Dillinger Escape Plan w Polsce
- Mike Patton wystąpi na festiwalu Era Nowe Horyzonty
- Iron Maiden od strachu do wieczności
- Judas Priest w Polsce
- Norweskie wilki z metalu
- Koniec t.A.T.u. Kto żałuje?
- Dezerter kolejną gwiazdą Seven Festiwal
- Z metalem przez Europę
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Na nagranie nowej płyty w studiu poświęciliście sześć dni. To chyba rekord w twojej karierze?
Max Cavalera: Tak. Sesja "Blunt Force Trauma" przypominała trochę tę z lat 80., kiedy z Sepulturą pracowaliśmy nad albumami "Beneath the Remains" czy "Arise" po tygodniu z kawałkiem. Nie chcieliśmy za długo pieścić nowego materiału. Wchodząc do studia, mieliśmy opracowaną ideę tego, co chcemy zrobić, i nie widzieliśmy sensu spędzania nad tym więcej czasu niż potrzeba. Ważne było dla nas złapanie surowej, nieokiełznanej mocy zespołu. Grając ponownie z bratem, bardzo szybko łapiemy klimat każdego z numerów, dlatego nagraliśmy album w ekspresowym tempie.
Jaki był pomysł na "Blunt Force Trauma"?
Nagrać materiał bardziej agresywny i brutalny niż na pierwszej płycie "Inflikted". Zresztą zawsze używam poprzednich albumów jako punktu odniesienia. Poza tym drugi album jest ważniejszy w karierze zespołu niż debiut. Musisz uderzyć mocniej. Podeszliśmy do tego bardzo dosłownie, dlatego króluje na nim ostry death metal.
Ostrzejszy nawet od tego, co grałeś w Sepulturze czy Soulfly?
Cavalera to najbardziej brutalne oblicze moje i brata. Nie ma tu miejsca na wstawki folkowe, hiphopowe czy z innych gatunków. Granie w tym zespole odnosi się do naszego dzieciństwa, kiedy słuchaliśmy wyłącznie metalu i punka. Wszystko inne mieliśmy gdzieś. W Cavalerze powracamy to korzeni czystego metalu.
Ostro jest też w tekstach.
Przy "Inflikted" inspiracją były dla mnie filmy, m.in. "Mechaniczna Pomarańcza" i "Czas Apokalipsy". Tym razem skupiłem się na biografiach odmieńców, wariatów. Jest utwór o Rasputinie, cenionym przez rodzinę carską uzdrowicielu zamordowanym w zamachu ("Rasputin"). O krwawym Czyngis-chanie ("Genghis Khan") i o uważającym się za mesjasza Davidzie Koreshu, który spłonął na farmie w Teksasie wraz z wieloma swoimi wyznawcami ("Burn Waco"). Jest też numer o brutalnym gwałcie i o tym, jak reagują na przestępstwa ich świadkowie ("Lynch Mob").
W "Lynch Mob" zaśpiewał Roger Miret z Agnostic Front.
Na pomysł, aby pojawił się na płycie, wpadliśmy już w studiu. Roger to legenda nowojorskiego hardcore’owego grania. Śmialiśmy się, że przyjechał z Nowego Jorku, do studia w Los Angeles i pokazał nam opalonym chłopcom z Zachodniego Wybrzeża, jak się gra mocny metal. Przygotowaliśmy dla niego kilka numerów. Wybraliśmy "Lynch Mob", bo jest w stylu starego Agnostic Front.
















































~zawiedziony2011-04-05 23:48
Mam juz tą płytę. Straszna nędza. Max-pora na emeryturę...
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!