Dwa lata temu na albumie "Random Access Memories" francuski duet Daft Punk przypomniał światu o istnieniu takich ikon tanecznego grania, jak Giorgio Moroder i Nile Rodgers. Moroder to pochodzący z Włoch jeden z najbardziej wpływowych producentów disco w historii. Nile Rodgers jest legendą nowojorskich parkietów zabarwionych klimatem funky, przy okazji wielkim fanem Cerrone'a. Gdzie w tym zestawie mieści się Francuz? Jak sam mówi: – Jestem gdzieś pomiędzy nimi. Reprezentuję francuską szkołę. Jak brzmi ta szkoła, można się przekonać z wydanej właśnie podwójnej składanki zbierającej kompozycje Cerrone'a z różnych okresów działalności "The Best of Cerrone Productions".

Urodzony w 1952 roku pod Paryżem Marc Cerrone od wczesnych lat zafascynowany był perkusją. Jako nastolatek uczył się też na fryzjera (jak później dbał o włosy, dobrze widać na okładkach płyt), ale wybrał muzyczną drogę. Karierę zaczął w zespole Kongas łączącym taneczne funkowo-afrykańskie rytmy z klimatem rocka. Kapela dawała koncerty m.in. w słynnym klubie Papagayo w St. Tropez. Kongas spodobali się Eddiemu Barclayowi, pianiście jazzowemu, założycielowi wytwórni Barclay Records, która wydawała płyty Charles'a Aznavoura i Jacques'a Brela. To on miał we Francji otworzyć pierwszy klub nocny, w którym muzyka była grana nie na żywo, ale z płyt, czyli pierwszą dyskotekę. W 1974 roku jego wytwórnia wypuściła debiut Kongas, nazwany po prostu "Kongas". Na "The Best of Cerrone Productions" znalazło się kilka kompozycji z drugiego krążka Kongas "Africanism" z 1977 roku. W tym czasie Cerrone na dobre rozwinął swoją karierę solową.

Jakim sposobem stał się gwiazdą disco i skąd pojawił się jego specyficzny styl? W jednym z wywiadów sprzed niemal dziesięciu lat tłumaczył: – Zaczynałem jako perkusista, stąd w moich kompozycjach wysunięcie na pierwszy plan bębnów. Poza tym od zawsze byłem fanem orkiestrowych, smyczkowych składów a la Love Unlimited Orchestra Barry'ego White'a. Po trzecie, chciałem pisać muzykę dla dyskotek, które są dla mnie synonimem seksu. Po złożeniu tych części powstał mój sound. Już jego pierwszy solowy krążek "Love In C Minor" (1976) zawojował dyskoteki właśnie tym zaskakującym wtedy miszmaszem. Cerrone zestawił klimat funkowych dyskotek disco z Nowego Jorku z mocnymi bębnami i orkiestrową oprawą, przyprawiając to wszystko szczyptą seksu. Najlepiej słychać to w tytułowym "Love In C Minor", w którym pojawia się damska symulacja orgazmu. Erotyką płyta biła już z oryginalnej okładki z nagą panią. Cerrone chciał tym materiałem zawojować Stany, ale za taką okładkę by go tam zlinczowano. Przygotowano więc inną oprawę, zdjęcie czterech ściskających się rąk i płyta pojechała do Nowego Jorku. Choć, jak można przeczytać w książeczce dołączonej do "The Best of Cerrone Productions", trafiła tam przez przypadek. Podmieniono ją, wysyłając z Francji do USA zwroty płyt. Po wypakowaniu w Nowym Jorku "Love In C Minor" od razu podbiła tamtejsze parkiety. Warto też wspomnieć o odwadze Cerrone'a. Mimo sprzeciwów wytwórni na pierwszej stronie płyty (wtedy oczywiście jedynie winylowego wydania) umieścił tylko jeden numer, "Love In C Minor" trwa bowiem aż 16 minut. Niestety na "The Best of Cerrone Productions" umieszczono go w pięciominutowej wersji.

Już rok później Cerrone wypuścił drugi krążek "Cerrone's Paradise" i ponownie zaszokował okładką z nagą kobietą, tym razem leżącą na lodówce. Oczywiście na rynek amerykański ją zmieniono. Muzycznie klimat pozostał taki, jak na "Love In C Minor". Przełom nastąpił na wydanej w tym samym roku kolejnej płycie "Supernature". Tutaj Cerrone postawił na bardziej syntetyczne dźwięki, wykorzystując brzmienie syntezatorów. Francuz odszedł też od erotycznego entourgae'u na okładce. Na krążku znalazł się chyba największy przebój Cerrone, tytułowe "Supernature". Dzięki temu hitowi album sprzedał się w ponad ośmiu milionach egzemplarzy. Na "The Best of Cerrone Productions" znalazła się wersja także w wykonaniu Beth Ditto. Po "Supernature" Cerrone wydał niezły album "The Golden Touch", ale wchodząc w lata 80., stracił swój dyskotekowy blask. Pracował dla kina ("Dancing Machine" z Alainem Delonem), pomagał też przy płytach innych artystów (Laura Branigan), wreszcie w latach 90. zaczął organizować wielkie plenerowe koncerty, czym zajmuje się do dzisiaj. W międzyczasie do jego dyskotekowej przeszłości, wykorzystując sample ze starych przebojów, powracali m.in. Beastie Boys czy Bob Sinclar. To jego muzyką inspirowali się m.in. Daft Punk, ale też Goldfrapp czy Grove Armada.

Choć Marc Cerrone nie doczekał się dzisiaj takiego uznania, jak Moroder, to bez cienia przesady można go nazwać nie mniej ważną postacią europejskiego disco. Choć nie ma co ukrywać, że Cerrone lekko jest już pokryty kurzem.