Wynik ich spotkania nazywa się "SSS" i ultra fanów DM raczej wprowadzi w zakłopotanie. Nie ma tu dźwięków charakterystycznych dla Depeszów, Martin też nawet na chwilę nie użycza swojego głosu. Dojrzali muzycy nie poszli na łatwiznę i nie odgrzewają dobrze już wysmażonych kotletów o smaku Erasure (Clarke), DM (obaj) czy solowego grania Gore'a. W jednym z wywiadów ten ostatni wspomina: – Nieoczekiwanie dostałem e-mail od Vince’a z wiadomością: Chcę nagrać album techno. Jesteś zainteresowany? Żadnej presji, żadnych terminów.

I panowie nagrali minimalistyczny album w klimacie techno. Clarke i Gore bawią się tu syntetycznymi, prostymi dźwiękami, nie siląc się na specjalne nowatorstwo. Ich monotonne granie przypomina momentami Kraftwerk. Efekt powinien spodobać się wielbicielom klasycznego techno z Detroit i Berlina. Maniacy Depeszów albo do tego albumu podejdą z dystansem, kupując jego inność od dokonań DM, albo nie pogodzą się z "niedepeszowymi" beatami i "SSS" wyląduje w koszu, a fani uzbroją się w cierpliwość i poczekają na efekt ponownego wejścia do studia Gore’a i jego aktualnych kolegów z DM – Dave'a Gahana i Andy'ego Fletchera.

VCMG | SSS | Mute Records/EMI