Ciężko uwierzyć, ale z Kortezem jesteśmy zaznajomieni wciąż bardzo krótko. W kwietniu 2015 roku pojawiła się w radiowej Trójce piosenka „Zostań”. We wrześniu pojawiła się cała płyta, która pokryła się już podwójną platyną. Na koncerty kompletnie nieznanego artysty spieszyły tłumy. W miejscach, w których Kortez miał wystąpić raz, grał dwa albo i trzy razy. Korteza chciano wszędzie, a kolejne piosenki szturmowały… No właśnie, rozgłośnie komercyjne nagrań z debiutanckiej płyty „Bumerang” nie pokochały. Pewnie jeszcze długo zadawać będziemy sobie pytanie – czy ludzie tak interesowali się Kortezem także i z tego powodu, Wykluczenie mogło stać się atutem, bo do ładnych melodii trzeba było docierać. A to, o co walczymy smakuje lepiej i ma smak owocu, który nie dla wszystkich jest na wyciągnięcie ręki.

Płyta miała entuzjastyczne przyjęcie – recenzenci wskazywali, że kogoś takiego brakowało. Smakowały teksty, które delikatnie, nie łamiąc niepisanych granic, ocierały się o kicz w stylu Tercetu Egzotycznego („kłam, kłam, kłam, że kochasz mnie”) z drugiej zachwycały poetyckimi subtelnościami, jak w przypadku „Zostań”.

Zaproszenia do występów na wielkich festiwalach telewizyjnych, Opener, Fryderyk za debiut roku – wszystko to sprawiło, że od wspomnianego kwietnia 2015 roku do dziś Łukasz Federkiewicz awansował do grona najbardziej rozpoznawalnych, a płyta „Mój dom” jest jedną z najbardziej oczekiwanych. O tym, jaka będzie fani spekulują od dawna, a nagranie „Dobry moment” (pierwsze miejsce w radiowej Trójce) tylko rozgrzało wyobrażenia.

Wzrok oczywiście przykuwa okładka, która w oczywisty sposób kojarzy się z klasycznym dla rodzimego rocka albumu, płyty-pomnika, płyty bez której polska muzyka gitarowa nie wyglądałby tak samo, czyli „Blues” Breakoutu. Podobieństw jest tu więcej – płyty są krótkie, zawierają raptem dziewięć nagrań, ale ładunek emocjonalny na nich zawarty jest podobny.

Na tym jednak podobieństwa się kończą, bo muzycznie są to światy inne, niemal odrębne.

Ogromnym plusem płyty „Mój dom” jest wielopłaszczyznowa spójność. Nagrania utrzymane są w podobnej barwie, nie stanowią zbioru eklektycznych rytmów. Znający tylko „Dobry moment” mogą spodziewać się, że podobna tonacja obowiązuje w większości innych nagrań. Kompozycje zawierają zaskakująco dużo oddechu, przestrzeni – dostajemy czas, by ładunek emocjonalny zawarty w słowach (pisanych przez Agatę Trafalską przy współpracy z Kortezem) odpowiednio przyswoić.

A przyswajać jest co, bo jedno z najbardziej emocjonalnych wyznań w polskiej muzyce ostatnich lat.

Jestem przeciwnikiem, wręcz zagorzałym wrogiem zaglądania artystom do statusów związków lub podglądania tego, co dzieje się w sypialni. Nie da się jednak ukryć, że „Mój dom” to wyznanie człowieka, który przeżył traumę rozstania. „Nic tu po mnie, jeśli nie ma cię też i nic już więcej nie zachwyci mnie” – wyznaje w „Nic tu po mnieKortez, a chwilę wcześniej w nagraniu o przewrotnym tytule „Dobry moment” słyszymy: „Widzę jak cierpisz ze mną/ Nie mogę patrzeć, jak cię ranię/ Powinnaś odejść dawno, powinnaś sobie kogoś znaleźć”.

Na płycie słyszymy jednak, że nie zawsze tak było, a siła namiętności i miłości była znacząca. W „Dobrze, że cię mam”, pojawia się sformułowane z lekkim wyrzutem "I znów nam mija rok”. Co potem wiemy aż za dobrze: „Kiedyś jak będziesz w mieście, może przypadkiem się spotkamy/ Znów poczujemy tamto, znów się będziemy dobrze bawić/ Tym razem ja posłucham / Ty z błyskiem w oku mi opowiesz coś o dzieciach, coś o sobie / I wtedy będę pewien, że o miłości nigdy więcej / Nigdy więcej się nie dowiem”.

Kortez mało rzeczy pozostawia tak dokładnie nazwanymi. Z wieloma pytaniami pozostawia nas samych – czy godnością jest walka o związek, w którym nic już nie będzie takie samo, w którym być może wszystko już umarło, czy lepsze jest rozstanie, układanie sobie na nowe, nowe poszukiwania, nowe emocje. Czy warto próbować i walczyć („Wyjdź ze mną na deszcz”), czy to tylko ułuda, wyobrażenie jak to mogło by być, gdyby chcieć próbować reanimować tymi samymi, sprawdzonymi i przyjemnymi bodźcami.

Nigdzie nie mamy przesady, ani tym bardziej patosu. W wielu momentach mamy wrażenie niedosytu; być może emocje – w słowach i dźwiękach - chcielibyśmy początkowo usłyszeć mocniej, dobitniej, z większą wyrazistością. Brak dosłowności staje się atutem w kolejnych przesłuchaniach – nadmierna ekspresja połączona z tak delikatną materią mogłaby najzwyczajniej drażnić.

W nagraniach dominują potęgujące nastrój instrumenty klawiszowe. Zaskakujące, przypominające lata osiemdziesiąte brzmienie przybierają tylko raz w kończącym płytę „Wyjdź ze mną na deszcz”. Kończące pasaże to czas na przemyślenia, być może na wzruszenia i łzę. I na to, by przycisk play w odtwarzaczu nacisnąć jeszcze raz.

Świetna, choć dojmująco smutna to płyta. Zostanie z nami na lata.

Kortez „Mój dom”; Jazzboy 2017; premiera 3 listopada 2017; ocena 10/10