Powiedzieć o nich fenomen, to mało powiedzieć. Czy wchodząc w poruszające klimaty patriotyczne na „Powstaniu warszawskim”, czy serwując piosenki z tekstem na albumach „Prąd stały/prąd zmienny” lub „Dzieciom” nie pozwalają do swej twórczości podchodzić w sposób pobieżny, mimo że wielu teksty Spiętego (a konkretniej jego zabawami językiem) zachęcają do krotochwilnego rechotu.

Tym razem nie będzie inaczej, choć do sensu będzie można dochodzić dłużej. Wszystko przez aranżacje, które przywodzą natychmiastowe skojarzenie z latami osiemdziesiątymi, dyskoteką, rytmiką i pulsacją, która zachęca do wyskakania się. Nie jest to na szczęście kiczowate nawiązanie do Papa Dance, bardziej zabawa formą, poszukiwanie rytmiki zbliżającej do korzeni elektroniki i korzeni hip-hopu. Co ciekawe – gdybyśmy płytę w takiej formule nagraną otrzymali wcześniej, moglibyśmy zespół przekreślić lub nawet zaszufladkować w krainach wokółobciachowych. W 2018 roku, kiedy na scenie muzycznej wolno więcej, zachwycamy się aranżami w „Polak, Rusek i Niemiec” czy rytmiką w „Kapitanie Polska”.

Spięty mówi w wywiadach, że ucieka od polityki i jasnego pokazywania palcem, bycia trybunem. Z drugiej strony ciężko nie pochylić się nad spostrzeżeniami. W społeczeństwie podzielonym na Tutsi i Hutu łatwo o stwierdzenie, że tu nie pomoże nawet Chrystus. I choć to opowieść wychodząca poza granice Polski, a nawet globu, ciężko nie pomyśleć o tu i teraz, kiedy słyszymy „nie rzucim ziemi skąd nasz smród”.

Nie ma najmniejszej wątpliwości, że na koncertach Lao Che będzie tańczone jak nigdy dotąd. I nie ma najmniejszej wątpliwości, że bawiąc się dźwiękami, bawiąc się słowem i – chyba – bawiąc się podejściem fanów do formacji, płocka formacja zgłasza się jako kandydat do płyty roku. A nawet jeśli nią nie zostanie, to i tak wygra – bo zostanie na dłużej.

Lao Che "Wiedza o społeczeństwie"; Mystic 2018; ocena: 8/10