W Dziennik.pl przypominamy, jak wyglądała Polska w 1989 roku i jak bardzo zmienił się kraj od czasu, kiedy 4 czerwca dokonaliśmy pamiętnego wyboru. Natrudziliśmy się redakcyjnie, znaleźliśmy różne przykłady, pokazaliśmy, gdzie zmieniło się wiele, a gdzie zdecydowanie za mało. Gdyby posłuchać muzyki, która płynęła ze sceny podczas wczorajszego koncertu można by odnieść wrażenie, że poza techniką sceniczną i realizacją nie zmieniło się nic. Że w polskiej muzyce nie wydarzyło się nic takiego, co warto było pokazać, odnotować. Że nie ma nowych zjawisk, za którymi idą tłumy. I że wreszcie jesteśmy krajem głupich Mamoniów, którzy w kółko puszczają sobie to samo. Ale rzecz w tym, że nie jesteśmy.

Słuchamy wielu innych gatunków, a tradycyjny estradowy pop, choć cały czas obecny, cały czas przyciągający do sal koncertowych, stanowi w przekroju całej polskiej sceny muzycznej mniej niż pięć procent tego, czego pożądamy, wyboru dokonując portfelami.

Takie poczucie, taki odbiór wczorajszego Opola potęguje też przesyt jubileuszów, którymi jesteśmy ze sceny najsłynniejszego w Polsce amfiteatru (i nie tylko, bo choroba ta to część ponurej festiwalozy po polsku) karmieni - czy tego chcemy, czy nie. Nie chce odbierać nic jakości wykonań, bo większość artystów stanęła na wysokości zadania. Ale chciałbym znać odpowiedź, czym kieruje się TVP, które zamiast pokazywać nowe zjawiska, idzie na łatwiznę, posługując się nazwiskami takimi jak - z całym szacunkiem - Majka Jeżowska lub Felicjan Andrzejczak. Nie chcę odbierać nic z dorobku, scenicznego doświadczenia. Nikt i nic nie odbierze wyżej wymienionym wkładu w polską muzykę. Ale co u licha robili oni na koncercie "Od Opola do Opola”, który miał być – z założenia – podsumowaniem tego, co wydarzyło się w muzyce w ciągu ostatniego roku. Moja małomiasteczkowa głowa tego nie jest w stanie pojąć.

Odnotowałem pojawienie się Roksany Węgiel, Piotra Cugowskiego czy Landberry. Ale czy nie jest tak, że reprezentowana przez nich bezpieczna stylistyka pasowałaby do tego, co działo się w 1989 roku?

Oczywiście ci, którzy dotarli do Debiutów zobaczyli kawałek innej muzycznej Polski. Jeśli dotarli.

Wiem. Nie muszę. Każdemu z nas pozostaje w końcu tylko dokonanie wyboru za pomocą pilota, czyli przełączenie na inny kanał. Albo znalezienie na YouTubie jednej z wielu transmisji koncertów na żywo ze świata.

I tylko festiwalu w Opolu żal. Taki wspaniały niegdyś był.