W tytule swej trzeciej płyty pytali przewrotnie "Do You Like Rock Music?". Od tamtego czasu minęło dziewięć lat, a oni wciąż swoje - kombinują grając rocka z silnymi odwołaniami do historii takich brzmień na Wyspach. Wydaje się nawet, że w działaniu swym stają się coraz lepsi, grając coraz lepiej i wciągając w brzmienia nowe pokolenia.

Na "Let the Dancers Inherit the Party" British Sea Power posyła nas w krainę, w której dużo jest skojarzeń z psychodelią, słyszymy nawiązania do Manchesteru, a nawet fali niezależnego rocka z drugiej połowy lat osiemdziesiątych. Yan Wilkinson czaruje marzycielskim głosem, a klimat podbijają odpowiednio zaaranżowane klawisze i gitary.

Jest na płycie co najmniej cztery nagrania, które powinny pozostać w głowie i sprawiać ogromną frajdę na koncertach. "Electrical Kittens" i zakończenie płyty - grane po sobie "Want To Be Free", "Don't Let The Sun Get In The Way" oraz "Alone Piano", dzięki przestrzeni, dobrze skomponowanym refrenom zmuszają do powrotu. W szczególności ostatnie dwa pokazują, że na brzmieniach, które budzą naturalne skojarzenia z dawnymi nocnymi audycjami w Trójce.

Nie łudzę się - rock od dawna nie zaproponował czegoś, co wywróciło do góry nogami listy przebojów i zapewne przez czas jakiś jeszcze nie zaproponuje. Ale w obrębie gatunku pojawiają się płyty, które świetnie uprzyjemniają czas i zrobione są tak, że nawet chcemy do nich wracać. "Let the Dancers Inherit the Party" do takich krążków właśnie należy. Zdecydowanie nie jest to zmarnowany czas.  

Złośliwi twierdzą, że nazwa grupy - British Sea Power - jest adekwatna do kondycji tamtejszego rocka. Można się śmiać, ale można i posłuchać. Decydując się na rezygnację ze słuchania sporo - mimo wszystko - tracimy. Oczywiście wchodzenie w kompozycje grupy wymaga cierpliwości. Młodym pokoleniom, przyzwyczajonym do tego, że DJ odmóżdżając w piątej sekundzie narzuca sposób odbierania nagrania, może się to nie spodobać.

British Sea Power "Let the Dancers Inherit the Party". Caroline Records/Universal Music Polska 2017  6/10