Starszaki kojarzą ją z fantastycznych wokali na płytach Zero 7. Młodziaki – wiadomo: z hitów, które ostatnimi laty wychodziły z każdego głośnika, a każdy szanujący się hipster za punkt honoru stawiał sobie wyrażenie zachwytu choć raz na temat jej teledysków w mediach społecznościowych.

Nie ma jednak wątpliwości – Sia od tradycji świątecznych w muzyce była tak daleko, jak daleko byli oskarżający twórców jej klipów o promowanie pedofilii od rozumu. I dlatego zaskoczenie było i na etapie ogłaszania informacji o tym, że płyta będzie i na etapie odsłuchu.

Święta rządzą się swoimi prawami – na ten czas dom zmieniamy w pulsujące światłami zjawisko, wypachniamy i zdobimy tak, jak w innych miesiącach byśmy sobie nie pozwolili. Wszystko dla tej atmosfery, dla zabicia wszechobecnych ciemności za oknem, dla poczucia magii. Na świecie wiedzą, że jednym z elementów tego (potrzebnego lub nie) szaleństwa jest strawa duchowa. Muzyka, która wprowadzi klimat. Tak samo jak nie kupujemy brzydkich choinek i byle jakich świecidełek nie chcemy też kupować, tak samo chcemy ładnych melodii. A na płycie „Everyday Is Christmas” większość nagrań taka jest.

Nie ma tu takiego klimatu, jaki dominuje album „This Is Acting”, ale brzmienie narzucone przez głos jest niepodrabialne. Nowoczesne aranże sprawiają, że płyta adresowana jest głównie do młodych ludzi. Bo nagrania tu zawarte są zaproszeniem do zabawy, nie siedzenia przy stole.

Słychać to już w otwierającym „Santa’s Coming For Us”, słychać to aż za dobrze w „Ho Ho Ho”, w którym Sia mówi o konieczności przyniesienia dobrej flaszki (czy to nie ona była na długim odwyku?). Tym, co starszaków zmierzi jest delikatnie przesadzony infantylizm w „Puppies Are Forever”.

Większość nagrań to piosenki-kandydatki do zagrania na radiowych playlistach. Zagrajcie sobie takie „Candy Candy Lane” albo „Snowflake”, by wiedzieć że jest szansa, że takie nagrania zostaną na chwile dłużej.

A jeśli Sia chciałaby zagrać świąteczny koncert – pierwszy się zamelduję.

Sia „Everyday Is Christmas”; Warner