Marcin Cichoński: Jak widzicie, jestem trochę starszy od was. Kiedy zaczynałem słuchać muzyki, polskiego hip-hopu jeszcze nie było. Ale teraz wśród moich rówieśników obserwuję ciekawą rzecz. Zaczynają oni słuchać hip-hopu startując np. od Was. Bez historycznego kontekstu.

Piotr: To ciekawe.

Oskar: Może dlatego, że jest to dobre jako muzyka, nie jako rap sensu stricte? Ewolucja tego nurtu przebiegła w taki sposób, że stało się to po prostu ciekawe, ponadgatunkowe. To, do czego dążyliśmy – początkowo nieświadomie – to żeby PRO8L3M wychodził poza ramy, żeby tworzyć swój unikalny styl. Nasza retoryka wykorzystuje rap do tego, aby się wypowiadać, ale rozwijamy się w różne muzyczne kierunki. Oczywiście wywodzimy się z rapowego środowiska, jesteśmy jego częścią i to są podwaliny naszej artystycznej tożsamości. To, o czym mówisz, dzieje się nie tylko dzięki nam, ale i temu, że scena idzie w jakąś stronę. Staje się coraz ciekawsza. Ja nie oczekuję, że ktoś kto słucha PRO8L3Mu musi znać się na rapie, znać jego historię. To nie jest potrzebne. Jak ktoś ma ochotę, zapraszam do słuchania. Ogólnie – tak można dziś rapu słuchać. Kiedyś było przeświadczenie, że trzeba znać historię. Myślę, że nawet ja za dobrze jej nie znam (śmiech), więc nie będę oceniał innych, którzy ją znają.

Piotr: Kontekst historyczny nie jest kluczem do naszej twórczości. Ona jest bardziej uniwersalna. Może to zaskakiwać, bo dużo twórców w polskim hip-hopie rapuje o rapie. U nas tego nie ma, nigdy nie było.

Oskar: Nigdy, to jest zasada.

Piotr: Oskar ma konkretne tematy, przez to są to rzeczy ciekawsze dla zwykłego odbiorcy. Ciekawsze niż rapowanie o rapie.

Czymś, co przekonuje „innych”, jest też moim zdaniem produkcja. Taki był plan, by oderwać się mocno od tego, co było?

Piotr: Do produkcji płyty „Widmo” nie podchodziliśmy z założeniem, że te dźwięki mają być inne.

Ale to nie jest uwaga tylko do tej płyty, ale i do EPek i mixtape’ów.

Piotr: Pomysły na to, jak ma to brzmieć i grać, wynikają z moich inspiracji. Są rzeczy, których słucham w ramach gatunku, ale jest ich bardzo mało. Fascynują mnie bardziej różne odmiany muzyki elektronicznej – z tych rzeczy czerpię inspirację do robienia własnych produkcji.

Drugą sprawą jest to, że jeśli chcesz robić coś bardzo unikatowego i wykraczającego poza ramy gatunkowe, to musi to być tak robione na wszystkich płaszczyznach. W warstwie lirycznej i muzycznej. To naturalna konsekwencja tego, że taki mamy pomysł.

Jesteście uznawani za bezkompromisowych. Mówi się, że macie granice, których nie przekraczacie. I widzę na horyzoncie malujące się zderzenie pomiędzy słuchaczem coraz bardziej masowym, a Waszym systemem.

Piotr: Mamy tylko jeden klucz. Robimy muzykę dla siebie. Jeśli ona podoba się coraz szerszemu gronu odbiorców – to super. Bezkompromisowość polega na tym, że ona się musi przede wszystkim nam podobać. A to, że się popularyzuje, to konsekwencja tego, że jest dobra.

Oskar: Trzeba też umieć stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie – to jest słabe.

Piotr: To jest ostateczne kryterium. Przesłuchujemy i musimy się tym jarać. Jak to się nie dzieje to… Nie ma takiego kawałka u nas na płycie.

Oskar: Na tyle ufamy swoim poglądom muzycznym, swoim instynktom, że nimi się kierujemy. To się sprawdza. Muzyka się zmienia, bo my się zmieniamy. Słuchamy różnych rzeczy, dorastamy. Jesteśmy inni niż byliśmy sześć lat temu.

Piotr: Staramy się rozwijać. Oskar zaczął śpiewać, ja zgłębiam nowe pomysły na produkcję, non-stop się uczę.

Zaczyna się wokół was tworzyć system kontrowersji. Czasem ktoś, żeby siebie wypromować, chce zaatakować kogoś dużego.

Oskar: Bardzo fajnie to sformułowałeś. Tak się dzieje regularnie przy rzeczach, o których mówienie daje zasięgi.

Piotr: Nie czytamy recenzji ani opinii. Nie czytamy komentarzy na temat naszej twórczości. Nawet nie studiujemy tego, co ludzie piszą na FB. Czasem patrzymy na pierwsze dwa, trzy komentarze, czy ktoś nam nie wytknie, że ortografa zrobiliśmy (śmiech). Twórcy, którzy się zbyt mocno skupiają na tym jak ich twórczość jest oceniania i interpretowana przez świat zewnętrzny, stają się więźniami opinii i tracą swoją wolność artystyczną.

Oskar: Coś takiego dewaluowałoby nasz ogląd sytuacji. Za bardzo tych rzeczy nie studiujemy.

Piotr: Skoro będziemy coraz bardziej popularni, to będzie coraz więcej kontrowersji. My jesteśmy bezkompromisowi – tu się nikt nie gryzie w język. Piszemy, nagrywamy i produkujemy to tak, jak czujemy. Nie mam problemu z tym, że pojawiają się głosy krytyczne. To jest ok. Ale nagłaśnianie niektórych opinii jest bez sensu.

Oskar: Jeśli ktoś robi to tylko po to, by uzyskać publiczny poklask dla swojej osoby, a nie dla swej opinii to nagłaśnianie jego osoby jest według nas niepotrzebne.

Czytałem mocną opinię Przemka Guldy z „Gazety Wyborczej”.

Oskar: Ta opinia jest mało trafna i przez to mało ważna. Gdyby to było bardzo trafne, to pewnie bym coś o tym pomyślał.

Czyli jest otwarcie na dyskusję.

Oskar: Tak. Ale to jest błędna opinia kogoś, kto nie wie, o czym mówi.

Zapytam o Fryderyki krótko: gdzie je trzymacie?

Piotr: Mój u mnie na półce. Cieszę się z nagrody.

Oskar: Ja też. Ale stoi gdzieś tam w piwnicy (śmiech). Nie wieszam takich rzeczy jak złote płyty nigdzie. Mam przychodzić do domu i się na to patrzeć? Wiem, że fajnie to mieć, ale to sobie stoi gdzieś tam za szafą.

Piotr: Ja bym sobie powiesił, jakbym miał gdzie, ale w Warszawie mam małe pied-à-terre. Chciałem powiesić te płyty i postawić Fryderyka w studiu. Czeka nas remont, więc jeszcze nie teraz. Studio jest idealnym miejscem.

Oskar: Nie chciałbym budzić się w sypialni mając nad głową moją płytę.

W sypialni co innego…

Oskar: Lustro, tak – mam (śmiech). Jakbym miał swój gabinet, to tam bym mógł płyty powiesić.

Piotr: Fryderyk nie jest nagrodą, która się cieszy zbyt dużym poważaniem w środowisku hip-hopowym. Głównie dlatego, że nie są nagradzane właściwe tytuły.

Bo nie są zgłaszane.

Piotr: Dokładnie, to jest koło zamknięte. Nas zachęciła dobra znajoma. Zgłosiliśmy. Głupio by było teraz tego nie postawić i mówić, że Fryderyk jest do dupy.

Oskar: Zobacz, produkcja tego typu została nagrodzona. To jest największą wartością. Wiele tytułów podobnej klasy i jakości nie zostało zgłoszonych, kandydowały inne mocne. Fajnie, że coś ulicznego, bezkompromisowego, – jedynie w swym wydźwięku – zostało nagrodzone. To gremium, które nagrodę przyznawało w tym roku nie zamyka się na tego typu element nurtu.

Piotr: To, że zostaliśmy nagrodzeni jest ważne z perspektywy polskiej branży hiphopowej. Otwierają się drzwi. Kolejni gracze będą też to widzieć. A to jest nagroda polskiego przemysłu fonograficznego. On jest biedny, wiele można o nim złego powiedzieć, tak jak można źle mówić o np. naszej opiece zdrowotnej. Ale jak ktoś nie będzie robił ruchów w stronę, by to zmieniać, to tak się będzie zawsze mówiło.

Oskar: Chyba nie ma szans na to, by była inna nagroda, która byłaby tak duża. Kierowanie przyznawaniem nagrody w ten sposób, by pokazywała takie zespoły jak PRO8L3M może sprawić, że w przyszłości jej wartość się zwiększy. I inni gracze będą zgłaszali, odbierali i trzymali w studiu lub nad łóżkiem.

To jest kwestia może kilkunastu lat.

Piotr: Muszą też się pojawić ludzie, którzy reprezentują ten gatunek wśród głosujących. To teraz kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt procent polskiego rynku muzycznego. Udział hip-hopu jest duży, więc powinien być też taki wśród tych, którzy oddają głosy. Ludzie, którzy są w labelach też powinni reprezentować środowisko w takich instytucjach jak ZPAV czy Akademia Fonograficzna.

Członkami Akademii jest bardzo dużo muzyków starszych. Przy ogromnym szacunku dla ich wkładu w kształt polskiej muzyki – oni też mają prawo głosu w kategorii hip-hop. Ale słucham i bez ironii zauważam: Wam zależy.

Oskar: W Stanach działa to w ten sposób i działa to dobrze. Tam się nikt nie wstydzi odbierać nagrody Grammy. A u nas ludzie nie zgłaszają się do nagrody?

Piotr: Zrobiliśmy wiwisekcję tego, dlaczego branża hiphopowa nie do końca nagrodę poważa. Ale zależy nam, bo reprezentujemy część polskiego przemysłu fonograficznego. Zależy nam, by on kwitł. Bylibyśmy głupi, gdybyśmy sobie własną gałąź podcinali. Jednym z jego elementów jest nagroda Fryderyka. Jeśli komuś na niej nie zależy – rozumiem. Mi zależy, by jej oblicze się zmieniło.

Inna sprawa, że w tym roku zostały przyznane trzy nagrody, co jest dla mnie jakimś paradoksem, którego nie rozumiem.

Gadałem z ludźmi, którzy są blisko i ponoć naprawdę trzy tytuły dostały równą liczbę głosów. Ale ja teraz o czym innym – pamiętacie burzę, która wybuchła po tym, jak Myslovitz zaprezentował teledysk do nagrania „To nie był film”? Uwagi o gloryfikowaniu przemocy?

Piotr: Nie pamiętam jej do końca, bo miałem chyba dwanaście lat. Pamiętam ten numer i o kontrowersjach wiedzieliśmy, jak się porwaliśmy na to, że chcemy go na nowo zrobić. Zobacz, że minęło 21 lat i trochę się w naszym świecie pozmieniało. Stety czy niestety dużo więcej kontrowersyjnych treści się pojawiało. Ten numer i klip już dziś nie budzą takich emocji.

Oskar: Nie pamiętam tej historii, ale mogę ją sobie ją wyobrazić.

Piotr: Jeśli ktoś w 1998 roku mówił, że ten kawałek nawoływał do przemocy to mniej więcej to samo, jak ktoś twierdzi, że kawałek „Na audiencji” nawołuje do gwałtu. W nowej wersji „To nie był film” to, co Oskar napisał jest jeszcze bardziej naturalistyczne, jeszcze bardziej mocne i trudniejsze do przełknięcia. Ale taki jest ogólnie ten temat. Nawiązuje do tego, co dzieje się w głowie gościa, który popełnia zbrodnię i Oskar próbuje to przeanalizować. Dziwi mnie to, że ludzie idą do kina, oglądają bardzo brutalne filmy – takie rzeczy, których ja często nie mam ochoty oglądać – a potem potrafią negatywnie komentować naszą twórczość mówiąc że np. nawołuje do przemocy. Nie lubię bezsensownej przemocy. Dziwi mnie to w kontekście 1998 roku, bo teraz to mam wrażenie, że wokół naszego nagrania kontrowersji nie było. W latach 90 na ekranach kin grano „Urodzonych morderców” i to było akceptowalne, a numer „To nie był film” stał się wielką kontrowersją...

Przestajecie być projektem muzycznym, jesteście artystycznym – nawiązuje oczywiście do fantastycznej instalacji. Widzicie, w którą stronę możecie jeszcze pójść, gdzie są granice tej działalności?

Oskar: Granicą, która cały czas się zmienia, jest skala. Teraz zrobiliśmy nietuzinkową formę odsłuchu w formie instalacji multimedialnej. Pojechaliśmy do Beludżystanu robić zdjęcia do okładki. To są efekty tego, że skala projektu rośnie. Zawsze staraliśmy się robić dużo wokoło naszej twórczości i podchodzić do tematu ambitnie. Mieliśmy super twórców okładek, czy teledysków. Do tematu otoczki wizualnej podchodzimy równie bezkompromisowo, co do samej muzyki. Płacimy kasę za takie rzeczy, na jakie żaden label, który by nas wydawał, by się nie zgodził. To jest nasze dziecko. Chcesz je wysłać do najlepszej szkoły i chcesz, by mu się powodziło. Tak samo myślimy o tym projekcie. Mamy do niego inne podejście niż wytwórnie do zespołów, które wydają. Sami sobie jesteśmy wytwórnią.

Piotr: Zaryzykuję pewną tezę. Ten album jest udany finansowo, ale jest też jednym z najdroższych albumów, jakie w Polsce kiedykolwiek zostały wyprodukowane – jeśli oczywiście połączysz wszystkie kropki: teledyski, instalację, samą płytę. Mogliśmy zaoszczędzić trochę kasy, byłoby na rajd dookoła świata albo mercedesy. Nie. Robimy TO. Jak patrzymy sobie, jak to rośnie, to myślimy sobie, że to jest słuszna droga.

Jakby coś, to nie pytałem Was o pieniądze…

Piotr: Ale to jest bardzo ważne, bo pytasz nas o zasięgi. Wszystkie projekty artystyczne dodatkowe przy projekcie muzycznym są rzeczami, na które wykładasz kasę. Na instalacji nie zarabiasz – może ci się na niej uda wyjść na zero. Granice zaś można poszerzać dopóki się ma na to pieniądze. Działania wokół projektu wymagają tego, by podejmować inne artystycznie kroki. I dalej tak będziemy robić. Będziemy bezkompromisowi.